Boziu... dawno mnie nie było... No cóż, czasem tak się zdarza, że najchętniej chciałoby się odciąć od świata. Jak kulka wtoczyć się pod szafę. Usiąść i poskubać supełki przy rajstopkach, jak dziecko, wytrzeć w rękaw cieknący nos... Pewnie większość z Was tak nie ma ale ja akurat mam. A dziś zasiadłam, żeby coś napisać więc jest ok.
Nazbierało się trochę tych moich wyprodukowanych różności i nie wiem co najpierw wrzucić, ale zacznę od sukienki maksymalnie maxi.
Uszyta z jerseyu w taki oto deseń:
Wzorzysta, duża, dość ciężka i rzucająca się w oko, tak sądzę. Skrojona bez żadnej totalnie formy, góra odrysowana od topu, z zapasem na kopertowy przód (absolutnie na wyczucie, dopasowana przy przymiarce), dół-prostokąt z lekko ściętymi bokami w części górnej.Z tyłu wszyta gumka dodatkowo marszcząca i dopasowująca sukienkę pod biustem. Jest baaaardzo elastyczna zarówno wszerz jak i wzdłuż i dzięki temu fajnie się układa pomimo dość dużej ilości materiału. No i w dotyku taka milutka :)
Okazało się po pierwszym użyciu, że zdecydowanie trzeba troszkę skrócić :) Jednak i tak pozostaje maksi maxi.
I tylko dwa słowa o wykończeniu- górę odszyłam po prostu takimi samymi częściami jak wierzch. Dzięki temu dekolt i podkroje wyglądają ładnie a sam "stanik" jest stabilniejszy i spokojnie można zrezygnować z górnej części bielizny na rzecz swobody i luzu w gorące dni :) Zdjęcia wykończenia nie są zbyt wyraźne, ale dwa dorzucę.

Serdecznie pozdrawiam! :)