Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krótka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krótka. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 kwietnia 2015

Dzianinowe sukieneczki



  Na swoją niebieską dzianinową sukienkę jeszcze mi troszkę czasu brakuje, ale na początek pokaże Wam dwie, które niedawno szyłam dla pani Hani :) Bo fajne są, codzienne takie, w miłych kolorkach, wiosennie było mi przy szyciu :)))
   Nie będę się rozpisywać o formach itd, bo nie ma o czym, wszystko widać.  Obie mają głębokie dekolty, obie nie mają zamków. Obie są wygodne, lekkie i też bym takie chciała :)))



 














   Mało treści, wybaczcie.  Dziś wrzucam tylko coś dla oka.

Ale za to gorąco Was wszystkich pozdrawiam życząc uśmiechu i siły kiedy paliwa brak :)))

poniedziałek, 2 marca 2015

Bardzo potrzebna spódnica

eee... no tak... jakby tu zacząć...   Uszyłam sobie spódnicę!!! :))))))

   Dobra, bez zbędnych przepraszam i tak dalej, bo wyjdzie na to, że się powtarzam. No wszystko się u mnie stale powtarza więc i moje znikanie też  Czasu niby mi zabrakło...pierdu pierdu. Każdy tyle samo ma i może. Tylko ja się coś nie sprężyłam i już. Obiecuję poprawę, obiecuję, obiecuję...





   Dziś przypływ energii większy mnie ogarnął i może zapach wiosny swoje zrobił, w każdym razie kiecuszkę chciałam Wam pokazać, bo się dziś akurat zdjęć dorobiłam :) Sis mi dorobiła :) Jak zawsze :))) Dobrze, że jesteś Rose, bo jak nie Ty to kto???
  
   Więc, kupując tkaniny na rzeczy różne-nie moje odczuwam silną potrzebę kupienia czegoś dla siebie. Czegoś, bo generalnie kocham tkaniny i wszystkie bym z radością posiadła, a że się nie da to zawsze pragnę czegoś na coś :) No właśnie  I tu mogłabym wymienić kilka małych, malutkich marzonek o np. czarwonej sukience albo niebieskiej sukience, a może żółtej, a najlepiej czerwonych spodniach choć przydałaby się też różowa marynarka a najlepiej fioletowy płaszczyk... Taaak... No i co? Wchodzę do raju, rozkoszuję się widokiem, nawącham się, obmacam te wszystkie perełki, pomysłów tym czasie mam tysiąc, w zasadzie musiałabym się codziennie na cebulkę ubierać, więc biorę tę belkę wybraną pod pachę i mijam pozostałe, by za chwilę stwierdzić, że może jednak nie tego pragnę najbardziej. Bo może wolę sukienkę zamiast spodni? A może jednak nie pomarańczową? Albo nie z tej tkaniny? I wtedy puk puk, odzywa się mój zdrowy rozsądek. I pęka ta piękna, kolorowa mydlana banieczka. Nogi znowu stoją na podłodze ?!? Ech... Więc biorę co mam wziąć i opuszczam swój raj z niedosytem. To tak jakby... jakby... no nie, tego nie napiszę ;) ale to jak mieć babeczkę i jej nie zjeść. Umęczona powtarzającym się koszmarem doszłam do pewnej konkluzji. Otóż podobno kobita im starsza tym bardziej wymagająca. No i świetnie! Skoro tak jest, to znaczy, że raczej mi nie minie! To się naprawdę wyśmienicie składa! Będę sobie po prostu zachcianki spełniać! Nie całkiem rozpustnie, co to, to nie. No ale jak sobie zrobię troszkę więcej malutkich prezencików w roku... tak dla zdrowotności. Tak...troszeczkę więcej. Tylko ciut. 
 No więc jak sobie już obiecałam to musiałam tak zrobić I dlatego kiedy zamarzyła mi się czarna spódnica... bo naprawdę nie miałam, bo tamta stara to nieeee... to sobie kupiłam materiał! Naprawdę! Weszłam do sklepu i wiedziałam co chcę! Super uczucie :))) No i maaam wreszcie czarną kieckę, której mi tak bardzo brakowało. A z rozpędu będę miała też niebieską sukienkę. Niedługo. Naprawdę łatwo jest żyć ze sobą w zgodzie. Banalnie prosta sprawa...



   Spódnica nieskomplikowana. Z koła. Z 1,20 m wyszła mi idealna długość, pasek a z maleńkich resztek naszyłam kieszonki. Nie wiem jak się nazywa dzianina, nie zwróciłam uwagi. Jest prążkowana. Z jednej strony matowa, z drugiej błyszcząca i właściwie każda dobra. Ja wybrałam matową jaką prawą a na lewą zrobiłam kieszonki. O kształcie podyktowanym pozostałą ilością. Z tyłu wszyłam metalowy zamek. I właściwie temat wyczerpałam, wszystko gra, z jednym malutkim ale. Muszę zwęzić pasek. Całkiem sporo. Czy to niewidzialna pani Samokrytyka każe mi szyć za duże rzeczy? Nie wiem, ale wciąż mi się to przytrafia :/  Na zdjęciach pasek jest spięty więc wygląda na dobry. Ale nie jest. Spokojnie, jeszcze kilka dni i to naprawię ;) W końcu to tylko pół godziny :)))















 I myśl mam taką, że się dobrze sprawdza w cięższych dla kobiet dniach, kiedy to niespodziewanie robi się nas trochę więcej. Mnie się przynajmniej robi, przypadek książkowy :)   






































Plan był dobry, nie ma co! Prezenciki, prezenciki... :)



















   No, pora do łóżka. Jak tak to czasu nie ma, jak się dorwie to po nocach siedzi. Taki typ. Nie ma rady.

Pozdrawiam wszyyyystkich serdecznie i życzę uśmiechów każdego dnia :)))

niedziela, 28 grudnia 2014

I znowu koronka :)

 


 Dziś wyciągam kolejną rzecz z "zapasów" i pokażę Wam, jaką ostatnio robiłam przeróbkę:)





Wszyscy potrzebują czasem odmiany i nie inaczej jest z ubraniem. Więc była sobie sukienka, która na życzenie właścicielki zmieniła swój charakter :) Nie zdążyłam sfotografować jej pierwotnego wyglądu, bo się za późno zreflektowałam, dlatego też na początek wrzucam zdjęcie już rozprutej. Bohaterką jest sukienka z dzianiny, z duża kontrą z tyłu, z krótkim rękawkiem i metalowym zamkiem. Dobrałyśmy do niej ładną koroneczkę, o dość młodzieżowym wzorku (tak mi się wydaje) i prostą w obsłudze właśnie ze względu na wzór rozrzucony po całości, nie wymaga wiec aż takiej dokładności przy układaniu.  Jak już się do niej dobrałam wyglądała tak: 



  Na zdjęciu widać "rezebraną" kieckę ze wszystkimi elementami. Nie była mocno taliowana, dlatego koronkę na przód mogłam kroić w jednym kawałku, nie robiąc dodatkowych szwów. Więc mając już uwolnione elementy zajęłam się docinaniem koronki, czyli zrobieniem wierzchniej warstwy sukienki.




Tu akurat jest zdjęcie tyłu. Najistotniejszym szczegółem dla mnie było ułożenie kwiatków przy dolnym brzegu. Tak, aby z przodu i z tyłu było jednakowo:) Układając przypinam koronkę szpilkami w wielu miejscach, żeby mi nie uciekała, najwięcej oczywiście przy brzegach.



Następnie wycinam równo z brzegami danych elementów.



I przyszywam po brzegach, żeby nic się nie przesuwało przy łączeniu części w całość.



 Po takim przygotowaniu pozostaje zebrać sukienkę do kupy, pozszywać, poobrzucać, wszyć zamek, wykończyć dekolt i dół i gotowe :)))










Sukienka zyskała całkiem nowy wygląd :)))


To jest właśnie fajne w szyciu, że możemy robić co nam się tylko podoba! Jedyną rzeczą, która może nas ograniczyć jest nasza wyobraźnia. Życzę wszystkim szyjącym, aby miały jak najwięcej pomysłów i ciekawych rzeczy do zrobienia!

Pozdrawiam!!!

sobota, 14 czerwca 2014

Sukienka numer... kolejny

 


    Dziś wrzucam kolejną rzecz z serii tych szybkich :) Uszyta z materiału z odzysku, bardzo lekka sukienka w różyczki. Nie ma podszewki, bo nie potrzeba. Nie ma zamka, bo jest wystarczająco swobodna. Ogromną zaletą jest jej przewiewność, wygoda i minimum czasu, który włożyłam w uszycie. No i kolory, które dodają uroku. Całość mnie zadowala :) Uwieczniona przy promykach zachodzącego słońca... Fajnie było :) Proszę:















































   A przed uszyciem wyglądało to tak:





   Jednak serdecznie pozdrowienia przesyłam Wam w tej ulepszonej wersji :) :) :)



środa, 22 stycznia 2014

Szyfonowo






   Witam ciepło, dziś będzie szybki wpis :) O sukience, co mi w głowie zalegała, a szyfon -w szafie :) Mam tych tkanin trochę, jak się będę tak dzielnie trzymać, to może w końcu wszystkie spożytkuję. Byłoby miło :) Więc: szyfon miałam (i mam jeszcze), wizji kilka (pozostałe też zamierzam zrealizować), ale na pierwszy rzut poszła krótka sukieneczka. Za stójką, szerokimi rękawami, marszczeniem. I z podszewką. I już wiem gdzie się w nią wystroję :) A taka jest:

 




                                                                      

I tak oto uroczy szyfonik nabrał kształtu. Rękawki jak widać są prześwitujące, a sukienkę podszyłam wiskozową podszewką. Gdybym zamiast wiskozy użyła jednolitego szyfonu byłaby bardziej matowa i miękka. Ale podszewkę miałam akurat pod ręką, a ponieważ chciałam ją uszyć już, natychmiast, to wszyłam wiskozę. Jedno i drugie rozwiązanie jest dobre, więc jestem naprawdę zadowolona :)
    Słów kilka jeszcze o wykończeniu. Otóż przywiązuję do tego dużą wagę. Właściwie dla mnie lewa strona równa się prawej. Nie może być inaczej. Oczywiście nie zawsze szwy można ukryć, ale w tym przypadku było to niezbędne. Zapasy szwów schowane są pomiędzy dwie warstwy, dzięki temu nie są widoczne. Przy rękawach, stójce i podłożeniu. Przy stójce możemy mieć kłopoty, ale ta była na tyle szeroka, że obeszło się bez większych trudności. Jedyny widoczny szew to zaszewki w rękawach. Od środka wygląda to tak:








Rękawki wykończone są pliską z gumką. 








I tak oto kolejny wieszak został zagospodarowany :) I to nie koniec szyfonowych fantazji, czekają jeszcze co najmniej dwa pomysły ;)


p.s. Muszę dokupić wieszaków...